Mediarecovery #od kuchni: 3 pytania do: KAM. KAMa? KAMy? Handlowca….?

Naszego rozmówcę dopadamy tuż po zajęciach ashtanga yogi, którą po godzinach praktykuje od dawna. Jest nieco zgrzany, zdyszany ale wygląda na całkiem zadowolonego z życia.

Redakcja: Masz kilkanaście lat przepracowanych w różnych firmach. Przede wszystkim dużych.  Od ponad 3 lat w Mediarecovery. Praca tutaj różni się czymś od Twoich poprzednich?

KAM: Różni. Przede wszystkim elastycznością i szybkością działania. Elastycznością w sensie maksymalnie możliwego dopasowania do klientów, z którymi pracuję. To rewelacyjnie ułatwia współpracę i pozwala rzeczywiście wyjść naprzeciw oczekiwaniom klienta, a nie tabelom Excela, które tworzy szef sprzedaży. Mówiąc o szybkości działania mam na myśli proces podejmowania decyzji. Każdy mniejszy i większy problem można załatwić jedną rozmową z zarządem i błyskawicznie reagować na pojawiające się zmiany i wyzwania. Dzięki temu w 100% skupiam się na pracy z klientem, a nie na pokonywaniu kolejnych kroków w skostniałej i mało mobilnej strukturze wewnętrznej.

Redakcja: Znaczy nie lubisz Excela?

KAM: A kto lubi? Bardzo drażniło mnie w poprzedniej pracy nie dostrzeganie ludzi i patrzenie na ich pracę poprzez liczby i makra w tabelach. Tu tego nie ma. Mogę naprawdę doradzać klientom w kwestiach bezpieczeństwa IT, budując z nimi jego wyższy poziom. Nie muszę skupiać się na sprzedaży produktu X na siłę, bez względu na to czy klient go potrzebuje czy nie. Czuję się z tym lepiej bo mam w sobie nieco ideowości i swoją rolę widzę jako prawdziwe wsparcie i bycie doradcą, a nie wyrobnikiem planów szefa, który jak zarobi na danym produkcie milion to pojedzie na szkolenie do Dubaju. Tutaj to ja jeżdżę na takie szkolenia i co więcej zabieram ze sobą swoich klientów. Jasne, plany sprzedażowe trzeba robić, jak wszędzie ale przynajmniej robię to z klasą i nie tracę szacunku do siebie.

Redakcja: Która asana yogi była największym wyzwaniem?

KAM: Pigeon Pose. Jej nauczenie zabrało mi 8 miesięcy. Ale teraz robię ją jak trzeba i inni mi zazdroszczą.

Redakcja: Ja, mmmm, na pewno. Pokaż.