Zaledwie 24-ech godzin roboczych potrzebowali specjaliści z laboratorium katowickiej firmy Mediarecovery na zniszczenie danych z przeznaczonych na śmietnik ponad 500 bankowych dysków komputerowych. Zlecenie wykonywane dla Raiffeisen Bank Polska udało się zrealizować tak błyskawicznie za sprawą wykorzystywanego po raz pierwszy w kraju specjalistycznego degaussera. – To wynik na miarę olimpijską – mówią z dumą eksperci z Mediarecovery.

Dzisiaj by wyrzucić na śmietnik twardy dysk z komputera nie wystarczy już rozbić go młotkiem. Bazy danych są warte na czarnym rynku miliony złotych, więc złodzieje informacji doskonalą się i często są w stanie odczytać dane z rozbitego dysku. Na szczęście specjaliści w niszczeniu nośników poufnych informacji również stosują wymyślne techniki.

Degausser to niewielka czarna skrzynka, do której trafia dysk twardy z komputera. Po krótkim czasie swoistego „nagrzewania” urządzenie emituje potężny impuls elektromagnetyczny. Za jego sprawą dane zawarte na dysku są już nie do odtworzenia. Technika, choć znana wcześniej i stosowana w naszym kraju, nie była dotychczas wykorzystywana do niszczenia tak dużej ilości danych na dyskach. Było to dla nas dużym wyzwaniem. Okazało się jednak, że można dzięki nowoczesnym rozwiązaniom zniszczyć dane na ponad 500 dyskach wciągu 3 ośmiogodzinnych dni pracy – mówi Przemysław Krejza, dyrektor ds. rozwoju Mediarecovery.

Co ważne ta technologia jest całkowicie zgodna z obowiązującymi w Polsce dyrektywami UE. Prawo unijne zabrania, bowiem zwykłego złomowania dysków w całości w trosce o środowisko. Powinny być utylizowane w określony sposób, co może być niebezpieczne szczególnie dla takiej instytucji jak bank – Z naszego doświadczenia wiemy, że do przypadków wycieku poufnych informacji często dochodzi właśnie podczas niszczenia dysków. Nośniki, które niszczymy może próbować odzyskiwać nawet specjalistyczne laboratorium, jednak informacji nikt już nie jest w stanie odczytać – tłumaczy Sebastian Małycha, prezes Mediarecovery. – Nasi pracownicy mogą pochwalić się certyfikatami dostępu do informacji niejawnych. To zlecenie wykonywaliśmy na miejscu w banku, a wszystkiemu przyglądali się pracownicy ochrony. Jak widać nasza pomoc bywa wartościowa dla instytucji finansowych – dodaje Małycha.

Oceń artykuł